Od dziecka marzyłem o pracy modela prężącego się po światowych wybiegach u najwybitniejszych projektantów. Lecz kiedy zjawiła się oferta pracy w charakterze fotomodelka w sesji zdjęciowej firmy wypuszczającej na polski sektor nowy jogurt, decyzję podjąłem bardzo szybko – wchodzę w to. Zdjęcia miały się odbyć w studiu fotograficznym w budynku nieopodal mojej okolicy. Gdy do niego wstąpiłem zaskoczyły mnie klimatyzacja no i ilość specjalistycznego ekwipunku całkowicie gotowego do rozpoczęcia zdjęć. Przywitałem się z pierwszym fotografem, człowiekiem od ustawienia świateł oraz makijażystką, która od razu zabrała się do roboty nakładając mi na twarz fluid a także dobierając odpowiednie ubrania. Poinformowano mnie, że zdjęcia
2, do których jestem zatrudniony ma służyć do reklam zewnętrznych i tych ukazujących się w prasie. Ich przedmiotem był jogurt z niewielką zawartością tłuszczu stąd w scenografii znajdowały się chmury słońce, trawa które kojarzą się z przyrodą. Pozowałem przed większość czasu szczerząc się od ucha do ucha. Musiałem popisywać się także wielkimi umiejętnościami aktorskimi – musiałem czynić ile mogę żeby dowieść, że towar, który konsumowałem jest najlepszym jogurtem na świecie. Nic takiego, a zajęcie świetnie wynagradzane. Sesja zdjęciowa trwała około czterech godzin, w ciągu których spożyłem od 4 do 6 jogurtów (całe szczęście, iż nie była to reklama pasztetu). Zdjęcia w których byłem głównym bohaterem były tylko początkiem całego długiego procesu. Zdjęcia musiały zostać poddane obróbce, zatwierdzone, wyłonione, by potem eksperci mieli wpaść na chwytliwy slogan reklamowy i zaplanować kampanię w czasie. Plakaty w prasie i na ulicach pojawiły się dopiero po kilku miesiącach od mojej sesji zdjęciowej, a reklamowany towar pojawiać się na półkach sklepowych krótko potem. Nie obchodzi mnie czy dobrze się sprzedawał, lecz przyznaję, że w tego rodzaju sesji partycypowałbym raz jeszcze.